| |
|
|
ZakręcOna. 2008-08-17 20:07:18
Czarne na białym. Berlin, 1956 rok.. Fortepian i ten wysoki
pan w okularach jak Woody Allen. Brawa, kilka kroków, nabicie i Beautiful Love.
Evans zawsze wywraca serducho do góry nogami. Albo prawą komorą do lewej.
Choćby nie wiem co się w życiu działo, jakie zawirowania i zakręty, jeśli
dotyka Cię ta muzyka, każdy jego pojedynczy dźwięk - zawsze wracasz do tych
brzmień. Do tego, co kochasz. Ktoś jednym zdaniem wyjaśnił mi ostatnio, że nie
trzeba rezygnować z jednego szczęścia dla drugiego.
I w tym zaklęta jest chyba cała magia. Ta specyficzna więź, która przywróciła
mi umiejętność nie postrzegania świata uczuciowo-muzycznego jako „za dużo cukru
w cukrze”.
Dodatkowy bonus. Takie déjà vu jak sprzed dwóch lat z trąbką. Zdałam na
aranż, ale nie mogę studiować dziennie. Trzeba było wyciągnąć dobre wnioski i nabrać znów pokory. Duuuży kopniak energetyczny do pracy i swój
własny skład. Już nie jako sideman. Sporo pisania, ćwiczenia, aranże,
akustyczne brzmienie zespołu o jakie dokładnie mi chodziło. I cudowne chłopaki.
Pozytywny kalejdoskop. Wszystko mi w życiu zażera! Łapanie Pana Boga za nogi i robienie wszystkiego, by utrzymać ten stan pozytywnego zakręcenia. Bo szczęscie ma
kręcone włosy. Turututu!
skomentuj (6)
|
|
|
|